Bożenka w jasnoniebieskiej sukni i białych anielskich skrzydłach stoi w wodzie nad jeziorem. Zdjęcie wygenerowane i obrobione przy pomocy AI.

Postawienie siebie na pierwszym miejscu – historia Ani

Czasami wystarczy jedna rozmowa przy kawie, żeby coś w życiu ruszyło z miejsca. Ta historia opowiada o tym, jak zwykłe marzenie o sesji zdjęciowej ze skrzydłami zamieniło się w coś znacznie większego, czyli w postawienie siebie na pierwszym miejscu. To osobista opowieść Ani, założycielki Dam Ci Skrzydła, o marzeniach, granicach i o tym, dlaczego dbanie o siebie nie jest egoizmem.

Spis treści

🕊️ Jak zaczęła się historia Dam Ci Skrzydła?

Historia marki Dam Ci Skrzydła nie zaczęła się od biznesplanu, tabelek ani strategii. Zaczęła się od zwykłego popołudnia i rozmowy przy kawie z Bożeną, cudowną kobietą, przy której zawsze można się pośmiać i poczuć dobrą, kobiecą energię.

Powiedziałam wtedy coś, co siedziało we mnie od dawna: że zawsze marzyłam o sesji zdjęciowej z ogromnymi, białymi skrzydłami. Nic więcej. Żadnego planu, żadnego konkretu. Po prostu marzenie, które nosiłam gdzieś głęboko.

Bożena odpowiedziała, że wprawdzie sama takich skrzydeł nie ma, ale wie, kto je ma i że możemy je pożyczyć. Dodała jeszcze, że ona też chętnie zrobiłaby sobie taką sesję. I to był dokładnie ten moment. Jedno zdanie, jedna decyzja, żadnego wielkiego planowania.

  • Wszystko zaczęło się od rozmowy przy kawie, nie od strategii biznesowej.
  • Marzenie o sesji ze skrzydłami było proste i konkretne.
  • Wystarczyła jedna życzliwa osoba, żeby marzenie stało się planem.

🤍 Skąd wzięło się marzenie o sesji ze skrzydłami?

Marzenie o dużych, białych skrzydłach nie pojawiło się znikąd. Nosiłam je w sobie od dawna, tak jak wiele kobiet nosi swoje ciche marzenia, o których rzadko komuś mówi. Czasem takie marzenie nie ma logicznego uzasadnienia. Po prostu jest i wraca do głowy, kiedy najmniej się tego spodziewasz.

To, co zadecydowało, że w końcu przestało być tylko myślą, to znalezienie kogoś, kto powiedział „ja też”. Bożena nie tylko zgodziła się pomóc, ale sama zapragnęła zrobić coś podobnego dla siebie. I nagle marzenie, które wcześniej wydawało się trochę dziwne, stało się czymś, co można naprawdę zrealizować.

Pożyczyłyśmy ogromne, białe skrzydła. Spakowałyśmy do mojego starego auta dwie walizki stylizacji i mnóstwo drobiazgów potrzebnych do zdjęć. Brzmi to prosto, ale za tą prostotą kryje się coś ważnego: zgoda na to, żeby zrobić coś tylko dla siebie, bez żadnego praktycznego powodu.

  • Marzenie o sesji ze skrzydłami było ciche, ale trwałe.
  • Wystarczyła druga osoba, która powiedziała „ja też chcę”.
  • Realizacja marzenia nie wymagała wielkich przygotowań, tylko decyzji.

🌅 Jak wyglądał poranek nad jeziorem?

Pewnego letniego poranka, około piątej, ruszyłyśmy nad jezioro. Wybrałyśmy tak wczesną porę, żeby móc pobyć tam same, w ciszy, otoczone poranną rosą i przyrodą, zanim dzień na dobre się rozkręci.

Na początku towarzyszył nam jeszcze jeden świadek tej sceny: nieszczęsny rybak, który patrzył na nas coraz bardziej zdziwiony. Kiedy zobaczył dwie boso biegające po trawie kobiety w wielkich, białych skrzydłach, chyba uznał, że to jednak nie jest miejsce dla niego, i po chwili zniknął.

Zostałyśmy zupełnie same. Dwie walizki stylizacji, śmiech, zabawa, trochę szaleństwa i dwie godziny, w których przez chwilę nie byłam mamą, partnerką, pracownicą ani osobą odpowiedzialną za wszystko dookoła. Byłam po prostu sobą.

Roześmiana kobieta w błękitnej sukni i dużych białych skrzydłach stoi w jeziorze wśród trzcin podczas porannej sesji zdjęciowej
Bożena i ten śmiech, który najlepiej opisuje tamten poranek nad jeziorem.
  • Sesja zdjęciowa ze skrzydłami odbyła się wczesnym letnim rankiem nad jeziorem.
  • Przez chwilę byłyśmy tam zupełnie same, w ciszy i spokoju.
  • To był czas bez ról i obowiązków, tylko dla siebie.

📸 Co poczułam, patrząc na zdjęcia z sesji?

Prawdziwe zaskoczenie przyszło dopiero później, kiedy zaczęłam oglądać zdjęcia. Po raz pierwszy od bardzo dawna zobaczyłam siebie z zupełnie innej perspektywy. Nie tę kobietę, którą znałam z codziennego lustra: zmęczoną, zabieganą, wiecznie zajętą, troszczącą się o wszystkich dookoła.

Na tych zdjęciach zobaczyłam kogoś innego. Kobietę, która wciąż miała w sobie tę samą energię i ten sam błysk co dawniej, tylko gdzieś po drodze przykryło je codzienne życie: obowiązki, praca, dom, troska o innych, na których poświęca się kilkanaście godzin dziennie, a na siebie zostaje bardzo niewiele.

Pomyślałam wtedy: „Kurczę… jesteś całkiem niezłą babką.” I zaraz po tym pojawiła się druga myśl, prosta i uczciwa: może pora coś zmienić.

  • Zdjęcia z sesji pokazały mi siebie z innej strony, niż widziałam siebie na co dzień.
  • Zauważyłam energię, która gdzieś po drodze została przykryta codziennością.
  • Ten moment stał się początkiem myślenia o zmianie.

⏳ Dlaczego wciąż odkładamy dbanie o siebie na „jeszcze”?

Bardzo łatwo przekonać samą siebie, że jeszcze mamy czas. Jeszcze później. Jeszcze jak dzieci będą większe. Jeszcze jak będzie spokojniej. Jeszcze jak schudnę. Jeszcze jak będę miała więcej pieniędzy. Jeszcze jak nauczę się tego wszystkiego, czego dziś nie umiem.

Problem w tym, że to „jeszcze” potrafi trwać latami, a czas płynie niezależnie od tego, czy jesteśmy na niego gotowe. Odkładanie dbania o siebie na później często nie wynika z braku chęci, tylko z przekonania, że najpierw trzeba zająć się wszystkim innym i wszystkimi innymi.

To pytanie, dlaczego odkładamy dbanie o siebie, jest na tyle ważne i pojemne, że zasługuje na osobny wpis, w którym przyjrzę mu się dokładniej. Tutaj chcę tylko zaznaczyć, że to właśnie to odkładanie stało za wieloma moimi decyzjami, zanim w ogóle pojawiła się myśl o sesji ze skrzydłami.

  • „Jeszcze” bardzo łatwo zamienia się w lata odkładania.
  • Odkładanie dbania o siebie często wynika z troski o innych, nie z braku chęci.
  • Ten temat rozwinę szerzej w osobnym wpisie poświęconym właśnie odkładaniu dbania o siebie.

🌿 Czy dobre serce może stawiać granice?

To pytanie towarzyszyło mi długo, zanim znalazłam na nie odpowiedź, i chcę o niej napisać ostrożnie, bo to moja osobista refleksja, a nie porada terapeutyczna. Dla mnie odpowiedź brzmi: tak, dobre serce może i powinno stawiać granice, i to wcale nie oznacza, że przestaje być dobre.

Zrozumiałam, że to, iż dajesz komuś całe swoje serce, nie oznacza automatycznie, że dostaniesz w zamian dokładnie to samo. Warto być dobrym człowiekiem, warto mieć dobre serce, warto pomagać i dawać innym dobrą energię. Ale jest coś równie ważnego: granice.

Dziś wiem, że można być dobrym człowiekiem i jednocześnie powiedzieć „nie”. Można kochać i jednocześnie stawiać granice. Można pomagać, ale nie pozwalać, żeby ktoś wykorzystywał naszą dobroć. Można być empatyczną kobietą i nie brać na swoje barki całego świata. Można mieć wielkie serce i jednocześnie chronić siebie.

Relacja między granicami a dobrym sercem to temat na tyle delikatny i osobisty, że poświęcę mu osobny wpis, w którym opowiem, jak stawiać granice, nie tracąc przy tym dobrego serca.

  • Bycie dobrym człowiekiem nie wyklucza stawiania granic.
  • Granice a dobre serce mogą iść w parze, jedno nie musi wykluczać drugiego.
  • Ochrona siebie nie jest zdradą wobec innych ludzi.

💛 Dlaczego postawienie siebie na pierwszym miejscu to nie egoizm?

Przez wiele lat kobiety słyszą, że powinny być dla innych: dobrą mamą, dobrą partnerką, dobrym pracownikiem, dobrą córką, dobrą przyjaciółką. Pomocną, cierpliwą, wyrozumiałą, silną i najlepiej jeszcze zawsze uśmiechniętą. W tym wszystkim gdzieś po drodze łatwo zgubić pytanie: a gdzie w tym jesteś Ty?

Dbanie o siebie nie jest egoizmem. Jest odpowiedzialnością za własne życie. Postawienie siebie na pierwszym miejscu nie oznacza, że przestajesz być dobrą mamą, partnerką czy przyjaciółką. Może być wręcz odwrotnie: dopiero kiedy jesteś spełniona, spokojna, wypoczęta i zaopiekowana, masz z czego dawać innym.

Dopiero wtedy możesz być naprawdę dobrą mamą, fajną koleżanką, atrakcyjną partnerką, wspierającą przyjaciółką i przede wszystkim dobrą dla samej siebie kobietą. Jeśli zastanawiasz się, jak postawić siebie na pierwszym miejscu, nie musi to oznaczać wielkich zmian od razu. Może to być jedna decyzja, jedna rozmowa, jedna sesja, jedno postawienie granicy.

Właśnie z takiego przekonania narodziła się historia marki Dam Ci Skrzydła. Nie od wielkiego biznesplanu, nie od idealnej strony internetowej, nie od perfekcyjnego logo. Zaczęło się od marzenia, od dwóch kobiet, od pożyczonych skrzydeł, od jeziora o piątej rano i od jednego odkrycia: czasami potrzebujemy zobaczyć siebie oczami kogoś innego, żeby przypomnieć sobie, kim naprawdę jesteśmy.

  • Dbanie o siebie nie jest egoizmem, tylko odpowiedzialnością za siebie.
  • Postawienie siebie na pierwszym miejscu daje więcej siły, żeby dawać innym.
  • Nie trzeba zaczynać od wielkich zmian, wystarczy jedna decyzja.

Dam Ci Skrzydła to miejsce dla kobiet, które chcą się zatrzymać, odnaleźć siebie, marzą o czymś swoim albo po prostu zgubiły po drodze trochę pewności siebie i odwagi. Ale też dla tych, które już lecą i czasem potrzebują usłyszeć, żeby się nie zatrzymywały. Nie zawsze wiadomo, dokąd dokładnie się leci. Czasem trzeba zmienić kierunek, czasem się potknąć, a czasem nawet spaść. Wtedy zostaje jedno: podnieść się, poprawić skrzydła i lecieć dalej.

Ania Kulak

Ania Kulak

Cześć, jestem Ania. Robię sesje zdjęciowe ze skrzydłami dla kobiet, które chcą znów poczuć swoją wartość. Pomagam też zacząć własną markę, od nazwy i logo po wizytówki. Piszę tu o pięknie, które zaczyna się od Ciebie, o odwadze i o prostych rytuałach na co dzień. Działam w całej Polsce.

2 komentarze do “Postawienie siebie na pierwszym miejscu – historia Ani”

  1. Odnośnik zwrotny: Odkładanie dbania o siebie na „jeszcze” – dlaczego to robimy?

  2. Odnośnik zwrotny: Jak stawiać granice, nie tracąc dobrego serca?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry